Zrobiłem coś głupiego, a jednak się cieszę. W pełni zdaję sobie sprawę, że kupowanie auta w salonie to swojego rodzaju wyrzucanie pieniędzy w błoto. Bo jak tylko wezmę papiery i zarejestruje auto w urzędzie komunikacji, to natychmiast straci ono na wartości i to sporo. Ale co z tego, skoro ciesze się jak dziecko i spełniam marzenia. A doświadczenia nauczyły mnie już, ze używane i stosunkowo nowe auta to można kupić tylko po ciężkiej bombie. I nie, wbrew krążącym opiniom przeciętny Niemiec nie sprzedaje auta jak zarysuje zderzak na parkingu - on je lakieruje. A nawet jakby jakby był to wystarczający powód sprzedaży rocznego auta to jest to jeden przypadek na kilkanaście tysięcy więc szansa ze własnie takie auto kupiłeś jest raczej znikoma.
Po długich rozmyśleniach, wizytach w wielu salonach, przeglądaniu opinii, recenzji zdecydowałem się na Mitsubishi ASX takie jak na zdjęciu poniżej:

Po jeździe testowej, negocjacjach udało się uzyskać fajną cenę, kilka gratisów od dealera i w końcu podpisałem zamówienie - auto będzie najpóźniej 15-tego lutego, choć prawdopodobnie w tydzień do dwóch.
Wyposażenie w wersji Invite wydaje mi się idealne. Pakiet najbardziej dopasowany do moich potrzeb i jest jeszcze w dość niskiej cenie. W przypadku Kia lub Nissana ten przedział cenowy nie oferuje kilku ważnych dla mnie rzeczy, a wyższy ma już zdecydowanie za dużo. Tutaj wyższy pakiet ma już same zbędne z mojego punktu widzenia dodatki. W wersji Invite fajny komputer pokładowy - pokazuje kilka informacji w formie prostego wykresu oraz podpowiada optymalny bieg. Jest klimatyzacja automatyczna (choć jednostrefowa), sterowanie radiem i komputerem w kierownicy, wejście USB i AUX do radia, tempomat, czujniki parkowania i parę innych fajnych rzeczy. Nie ma natomiast xenonów, panoramicznego dachu, skóry ani świateł led do jazdy dziennej. Osobiście nic z tego nie jest mi niezbędne, jednak zamiast dostępności w coraz to wyższych pakietach można byłoby zrobić z tego konfigurowalne opcje, jak w VW. Panoramiczne okno na dachu z podświetleniem LED jest tak przezajebiste, że chyba bym do niego dopłacił kwotę rzędu 3-4k ale niestety jest dostępne tylko dwa pakiety wyżej z wieloma innymi bajerami i za kwotę o 25 tysięcy wyższą.
Wrażenia z jazdy próbnej OK. Wysokie zawieszenie i spore koła sprawiały, że w ogóle nie czułem dziur które były dość dotkliwe dla mojej Ibizy a jednocześnie auto jest na tyle twarde aby nie bać się zakrętów. Silnik 1.6 benzyna 117km daje rade, choć w fotel nie wciska nawet tak jak moje obecne 1.4 TDI w małym autku (jednak 220Nm w dieselu i 160Nm w benzynie to przepaść). Do setki w 11s a auto jest najprzyjemniejsze powyżej 3k obrotów. Przy szybkiej i dynamicznej jeździe (właśnie powyżej 3k) można spodziewać się spalania z przedziału 10l/100 więc przewidywalnie. Natomiast pod wrażeniem byłem wyniku gdy jechałem zgodnie z podpowiedziami komputera - obroty z przedziału 1,5 - 2,5k, spalanie rzędu 7,5-8l/100km i, co najważniejsze, przyjemność z jazdy zachowana. Pierwszym na światłach w takim przypadku się nie jest, ale również nie ostatnim.
Dlaczego nie diesel? Prosta kalkulacja - jeżdżąc około 10k rocznie dopłata w wysokości 10-13tys zwróci się po pięciu latach. O ile się zwróci - bo może się okazać, że wręcz zwiększone koszta eksploatacji (filtry, oleje oraz przede wszystkim części) zniwelują różnicę w cenie paliwa i zostaniemy tylko z wysokim momentem obrotowym. Momentem, który wykorzystać tylko na ciepłym silniku, co zimą jest wręcz niemożliwe na drodze do pracy i z powrotem. Diesel jest fajny, ale raczej w używanych autach gdzie różnica cenowa jest znacznie mniejsza - bądź zerowa.
No i to chyba tyle. Pozostało mi kupić opony zimowe i opłacić ubezpieczenie. Kredyt 50 / 50 przyznany, więc lepiej żebym pracy nie stracił bo na drugą rate mogę nie uzbierać:-) Wrażenia z jazdy na co dzień opiszę jak już auto się pojawi, i oby nastąpiło to jak najszybciej bo spać þo nocach nie mogę i jak trup wyglądam!
PS. Dla wytrwałych - sprzedam Seat Ibiza 1.4 TDI, pełna opcja rocznik 2003 - cena ok 15k.